,,Namawiała mama, ciocie, koleżanki. Kiedy urodziłam nie było innego pytania tylko jedno: karmisz?"- wywiad z mamą, która świadomie wybrała karmienie mlekiem modyfikowanym

,,Namawiała mama, ciocie, koleżanki. Kiedy urodziłam nie było innego pytania tylko jedno: karmisz?"- wywiad z mamą, która świadomie wybrała karmienie mlekiem modyfikowanym

Przed Tobą bardzo wyjątkowy wywiad. Może nawet nigdy wcześniej takiego nie czytałaś! Od dłuższego czasu szukałam mamy, która świadomie karmiła mlekiem modyfikowanym. Wiedziałam, że są takie mamy, ale boją się albo wstydzą mówić głośno ,,tak, nie chciałam karmić piersią i nie czułam tej potrzeby”. Nie mnie to oceniać i zachęcam, abyś też nie oceniała. Po prostu chcę Ci pokazać, że są różne mamy, które mogą różnić się nastawieniem i priorytetami, ale chcą tego samego- być dobrą mamą! Jako promotor karmienia piersią zawsze będę wspierać mamy karmiące naturalnie, ale jako dietetyk dziecięcy pamiętam o mamach, które z jakiś powodów karmią mieszanką mleczną. Ostatnio poprowadziłam 3 webinary, w tym jeden o karmieniu mlekiem modyfikowanym i wiele mam napisało po nim, że mi dziękuje, bo ta wiedza im pomogła.

Możesz też zobaczyć LIVE-a na Facebooku, w którym podpowiadam, które mleka modyfikowane są najlepsze.  KLIKNIJ TUTAJ

Mama, z którą przeprowadziłam tak szczery wywiad, chciała pozostać anonimowa i ja to uszanowałam.

Dziękuję, że zgodziła się Pani odpowiedzieć na parę pytań. Chciałabym lepiej Panią poznać, aby zrozumieć dlaczego podjęła Pani taką decyzję. Niestety, często czytam bardzo negatywne i smutne komentarze o mamach, które karmią mlekiem modyfikowanym. Ktoś może pomyśleć, że takiej mamie nie zależy na dziecku i na jego zdrowiu…

Chciałam zaznaczyć, że moja ciąża była w pełni oczekiwana i planowana. Córeczka jest naszym pierwszym dzieckiem. To bardzo wesołe, energiczne i zdrowe dziecko. Uwielbia jeść, jesteśmy właśnie na etapie rozszerzania diety – Zuzia je chętnie, kocha jabłuszka, marchewką, dynią i batatami też nie pogardzi 🙂 Myślę, że będzie smakoszką! Kocham gotować 🙂 Moi rodzice mieszkają na wsi, więc mamy dostęp do owoców i warzyw z dziadkowego ogródka, świeżych jajeczek i ekologicznych kurczaczków.

Mam jedno bardzo ważne spostrzeżenie -kobiety mają naprawdę różne motywacje karmiąc piersią, wiele z nich uważa się za lepsze matki, krytykując takie matki jak ja, które przynajmniej przed ciążą otwarcie mówiły, że karmić nie będą. Powoduje to u nas ogromne, przeogromne poczucie winy . Tylko później ta sama mama, która szumnie deklarowała karmienie piersią dla dobra dziecka, karmi swoje małe szczęście – wysoko przetworzonym jedzeniem pełnym cukrów, konserwantów, sztucznych barwników i wątpliwej jakości „witamin”. Na to już nikt nie zwraca uwagi! Ta sama babcia, która tak bardzo nalegała, by córka/synowa karmiła piersią ( bo to przecież takie zdrowe), swojemu wnukowi podaje później parówki z wątpliwą ilością mięsa czy herbatkę z trzema łyżeczkami cukru.

Co Pani myślała w czasie ciąży o karmieniu piersią?

Słyszałam wiele opinii, że w szpitalu wręcz zmuszają do karmienia piersią, dlatego, aby się niepotrzebnie nie denerwować, stwierdziłam, że dla świętego spokoju będę dziecko karmić w szpitalu. Dlatego nie myślałam o tym specjalnie w ciąży.

Czy bała się Pani czegoś w karmieniu piersią? Czy miała Pani jakieś złe skojarzenia?

Tak – bałam się karmienia piersią. Wpłynęło na to wiele czynników – świadomych i podświadomych. Po pierwsze, złe skojarzenia. Moje wspomnienie z dzieciństwa to karmiące przy stole imieninowym ciotki… Piersi wystawiane na publiczny widok. Zero intymności. Uważam, że moment karmienia to intymne przeżycie dla mamy i dziecka. Po drugie, to samo środowisko, które tak hucznie namawiało do karmienia, mówiło – „zobaczysz, jak będziesz karmić nie będziesz mieć życia”. Jestem bardzo aktywną osobą, wiem, że taka w miarę możliwości musiałam pozostać, by być szczęśliwą mamą. Bałam się tego uwiązania… Co więcej, obserwując moje koleżanki karmiące piersią zauważyłam, że bardzo rozleniwiało to ich partnerów. Nie ukrywam, że plan szybkiego powrotu do pracy zakładał pełną współpracę przy opiece nad córkę. Po trzecie, być może mówi się o tym mało, może to paradoksalne, ale bałam się, że zagłodzę moje dziecko. Skąd mam wiedzieć, że ono ssie i jest najedzone? Nie do końca potrafiłabym określić ile zjadło, bałam się, że zjem coś, co spowoduje u niego alergię, że przeze mnie będzie cierpieć.

Jakie podejście miał Pani mąż?

Na szczęście mój mąż w pełni akceptował moją decyzję. Wprost powiedział, że mam robić to, co czuję.

Czy karmiła Pani piersią? Jeżeli tak to jak długo i co Pani wtedy czuła?

To bardzo dobre pytanie! Z ciekawą, ale smutną historią odsłaniającą realia naszych szpitali. Miałam cesarskie cięcie (planowane), dzieciątko zaraz po urodzeniu przystawiono mi do piersi. Fakt jest jednak taki, że ja w nich nic nie czułam. Moje piersi były w identycznym stanie jak przed ciążą – zero obrzęków, bólu itp. Bez specjalnego przeszkolenia kazano mi dziecko „przystawiać”. Tylko jak to robić? Czułam się jak dziecko we mgle. Nie miałam pełnej intymności, ponieważ na sali ze mną była inna mama, którą non stop ktoś odwiedzał. Bardzo mi to przeszkadzało, niestety wykupienie osobnej sali było niemożliwe. Co więcej, tak naprawdę każdego dnia w szpitalu była inna położna, a moje dziecko nie chciało w ogóle ssać piersi. Uważam, że moje sutki są delikatnie rzecz ujmując „problematyczne”. Tę opinię podzieliło wiele położnych. Co rusz przychodził ktoś inny i mówił coś innego. Liczyło się tylko czy karmię. Jak mówiłam, że staram się, ale dziecko nie ssie piersi to mówiono, by przystawiać. Czułam okrutną presję. Tak bardzo potrzebowałam wtedy, by przyszła położna i poświęciła mi więcej niż 10 minut, wskazała odpowiednią pozycję (po cesarskim cięciu ciężko mi było karmić na leżąco). Jak przychodzili pediatrzy, ginekolodzy to dotykali tylko piersi – jedni mówili : „przecież tu nic nie ma”, inni twierdzili, że jest. Koszula do góry – i pokazuj co tam masz. Nieważne, że sala jest pełna obcych ludzi. Koszmar. Nie przypominam sobie, żeby moja córka ssała pierś nawet minutę. Poddałam się. Czy było mi to na rękę? Hmm… Gdyby to mleko było, na pewno bym karmiła. Dla zasady. Jednak nie było, a ja nie miałam siły walczyć, może też nie do końca byłam zdeterminowana… Tu historia się jeszcze nie kończy… Odpowiadając na pytanie co czułam karmiąc piersią – Nigdy widok karmiącej kobiety nie napawał mnie szczególnymi odczuciami estetycznymi. Jednak kiedy MOJE dziecko było przy piersi miało to dla mnie wielką wartość, czułam niesamowitą bliskość, było to cudowne przeżycie, co mnie bardzo zaskoczyło.

Kiedy i dlaczego podjęła Pani decyzję o zakończeniu karmienia piersią?

Decyzja została podjęta w szpitalu. Pewnego dnia zawzięłam się i przystawiałam dziecko bardzo często, co więcej uważałam nawet, że ono coś ssało (ja cały czas ani kropli pokarmu nie widziałam). Skończyło się tak, że dzieciątko dużo straciło na wadze i wtedy od razu zdecydowałam się na buteleczkę. Samo chodzenie i proszenie co 3 h o pokarm dla dziecka było okropne…

Czy ktoś Panią zachęcał lub namawiał na karmienie piersią? Kto to był i jak to Pani odbierała?

To jest zdecydowanie najciemniejsza strona medalu. Namawiała mama, ciocie, koleżanki. Kiedy urodziłam nie było innego pytania tylko jedno: karmisz? Burza hormonów, trudności w odnalezieniu się w codzienności i to przeświadczenie, że jestem okropną mamą, bo nie mam pokarmu. Co więcej, normalnie też nie rodziłam więc jak tu tytułować się mamą? Każdy, kto dzwonił z gratulacjami zadawał to pytanie, a ja się tłumaczyłam… Coś okropnego. Co więcej, miałam też kilka koleżanek, które nie mogły pojąć jak w piersiach może być śladowa ilość pokarmu. Co więcej, jak córeczka nie chciała ssać, stwierdziłam, że kupię laktator. Tutaj byłam naprawdę zdeterminowana. Odciągałam pokarm zgodnie z zasadą 7 -5 -3, przez trzy tygodnie. Najwięcej odciągnęłam 30 ml. Udało mi się podać dziecku siarę. Później z każdym dniem było coraz gorzej… pewnego dnia poddałam się…

Czy spotkała się Pani ze złą opinią o karmieniu mlekiem modyfikowanym?

Tak. Zwłaszcza w internecie. Mleko modyfikowane traktowane jest jak trucizna, to tzw. „pasza”, zło, świadoma krzywda zadawana dziecku. Podanie butelki to największa klęska młodej mamy. A kiedy, któraś odważna powie, że jej tak wygodnie zaczyna się wredny „laktoterror”. Kobiety- kobietom są w stanie zgotować piekło. Powinnyśmy się zawsze wspierać bez względu na rodzaj porodu i sposób karmienia dziecka. Każda mama chce dla dziecka jak najlepiej. Najważniejsze jest to, by dziecko nie było głodne i się dobrze rozwijało. Temat składów i rodzajów mlek modyfikowanych zgłębiłam od podszewki, czytałam nawet rozporządzenie odnośnie składu podstawowego takiej mieszanki. Samodzielnie porównywałam składy mleka – okazało się, że nie taki diabeł straszny… Zuzia jest zdrowym i wesołym dzieckiem. Postanowiłam sobie, że zrobię wszystko, by być w pełni świadomą mamą w dziedzinie karmienia dzieci i niemowląt i stanę na przysłowiowych rzęsach, by moje dziecko nauczyło się jeść zdrowo, choćbym miała gotować w środku nocy jej ulubioną zupkę.

Co chciałaby Pani przekazać mamom, które mają podobne nastawienie do karmienia piersią, ale mają poczucie winy lub boją się co ludzie powiedzą itp?

My mamy ,,MM”, a co gorsze jeszcze te, które rodziły przez cesarskie cięcie często czujemy się gorsze, zwłaszcza na początku  przygody zwanej macierzyństwem. Pamiętam jak nie potrafiłam odetchnąć z ulgą po porodzie i powiedzieć sobie samej: ”Gratuluję, dałaś radę!” Miałam poczucie, że nie przeszłam tej drogi do końca. A przecież urodziłam zdrowe dziecko! To kobiety – kobietom narzucają pewne wzorce, wywierają presję. Tylko po co? Kobiety wzajemnie wpędzają się w kompleksy, oceniają, straszą. Zwróć uwagę kto cię poucza. Bo ja zauważyłam, że mądre mamy kp nigdy mnie nie pouczały, tylko akceptowały to, co mówiłam.  Nie dajmy się zwariować! Dystans- „Karmisz?” – „Nie, głodzę”.   Przede wszystkim radziłabym nie tłumaczyć się, to rodzi ogromne poczucie winy. Nasze piersi nie muszą być tematem towarzyskich spotkań. Po drugie, warto zainteresować się tematyką zdrowego żywienia niemowląt, poczytać składy mlek i wybrać te najlepsze – nie taki diabeł straszny.  Mamy taki sam wpływ na zdrowie naszych dzieci. Skupmy się na tym co będziemy podawać później do jedzenia, to dopiero trudne zadanie.  Dzieci karmione mm w niczym nie odstają o dzieci karmionych kp. Co chciałby Pani powiedzieć mamom, które dziwią się i nie rozumieją,  że jakaś mama może nie karmić piersią? Przede wszystkim radziłabym wykazać się empatią. Każda mama ma swoje powody, nie zawsze tak jest, że dziecko przystawi się do piersi i sprawa załatwiona. Jeżeli Tobie przyszło to łatwo – nie oceniaj, natomiast jeżeli miałaś trudności wiedz, że nie każdą mamę stać na takie trudy.  Gdyby to, jakimi jesteśmy mamami wynikało ze sposobu karmienia, życie byłoby prostsze.  I błagam nie mów: karmienie jest w głowie… To nie zawsze tak działa.  Droga mamo KP – moje dzieciątko tak samo z miłością, oddaniem patrzy na mnie, gdy je karmię. Tak samo jest mi wdzięczne, że zaspokajam jego głód. Z taką samą radością czeka na kolejne karmienie. To mleczko też mu smakuje,ba! Nawet bardzo! Przytulam je tak samo mocno, jak Ty, mając je przy piersi. Mama MM kocha tak samo jak mama KP.

Bardzo, bardzo dziękuję. Tak pięknie to Pani ujęła, że nie ma nic do dodania. Wszystkiego dobrego!

Zapisz się na mój newsletter!

Twój mail jest u mnie bezpieczny. Wysyłając swoje dane wyrażasz zgodę na przetwarzanie swoich danych osobowych przez Zuzannę Kłos (kontakt@dietetykasmyka.pl) do wysyłki newslettera. W każdej chwili możesz cofnąć zgodę.
Tak, chcę!

Zobacz inne ciekawe wpisy