Mamo, bądź czasami samolubna... i sama zjedz frytki

 

Nosiłam się z zamiarem napisania takiego artykułu chyba od roku, kiedy to zobaczyłam po raz pierwszy mniej więcej 1,5-2 letnie dziecko jadące w spacerówce i zajadające się pasztecikiem.

Niedaleko mnie jest taka budka, w której sprzedają kultowe szczecińskie paszteciki. Oczom nie wierzyłam ale cóż… poszłam dalej. Potem coraz częściej zauważałam takie obrazki- wielka galeria handlowa, punkt z pasztecikami i znowu malutkie dzieci przy weekendowym obiedzie. Piętro wyżej Happy Meal tryumfuje, a w parku tata dzieli się swoją porcją frytek z brzdącem (a mama pewnie gotuje obiad w domu). Niby takie nic. Parę kęsów. Zgłodnieliśmy, kupujemy fast fooda a dziecko patrzy i wyciąga rękę. Zaczyna jęczeć, może płakać… A może mamy tak dobre serce i tak lubimy się dzielić, że sami proponujemy swojemu skarbowi małego ,,gryza”? Stop! Bądźmy czasem samolubni dla ICH dobra. Fast food dla dzieci jest bardzo niezdrowy. Tak jak nie dajemy ,,łyka” kawy, drinka czy jednego ,,macha” papierosa. Mówimy im wtedy ,,to nie dla dzieci, to tylko mama, tata, babcia… mogą pić”. Czemu nie mówimy tak o fast food-ach?

Pasztecik, czyli smażone w głębokim tłuszczu ciasto drożdżowe. Ciasto powstaje z mąki pszennej, drożdży, cukru, wody, soli i tłuszczu. W niektórych przepisach można znaleźć jeszcze jaja i mleko w małych ilościach. Smaży się takiego pasztecika we fryturze, czyli tłuszczu przeznaczonym do smażenia w wysokich temperaturach, czyli 170-180°C w wannie smażalniczej przez 4 minuty (czas i temperatura podana została w filmiku z Pasztecika Szczecińskiego). Nadziewa się takiego pasztecika zmielonym mięsem, kapustą z grzybami, serem żółtym. Z farszami w gotowych wyrobach trzeba uważać. Nie widać jak surowiec wyglądał przed zmieleniem a dodatek przypraw i soli polepsza smak. No i może jeszcze parę łyczków barszczu typu instant…

Pączki- ta sama sytuacja. Smażone w smalcu, fryturze lub oleju ciasto drożdżowe, które przed lub po smażeniu jest dodatkowo nadziewane często sztucznym nadzieniem. Tanimi, słodkimi marmoladami, budyniami, niskiej jakości kremem czekoladowym, a na koniec lukrowane, polewane czekoladą lub posypywane cukrem pudrem itp. Jeden pączek to około 250-400 kcal! Jeżeli już musicie zaspokoić głód malucha a na horyzoncie tylko piekarnia lub cukiernia, wybierzcie dla niego zwykłą bułkę, grahamkę, maślaną lub drożdżówkę.

Chińszczyzna, wiecie o co chodzi. Sajgonki, mięso z warzywami w sosie sojowym, smażony makaron… gdy mój synek trafił kiedyś do szpitala, poznałam młodą mamę, która przyznała mi się, że podzieliła się ze swoim rocznym synkiem porcją ,,chińszczyzny” i z wymiotami trafił na oddział… Pomijając kwestię świeżości czy nadmiaru przypraw, chcę Was uwrażliwić na problem polubienia smaku słonego. Dzieci małe nie lubią tego smaku dopóki kilka razy go nie spróbują, a im częściej będą próbowały słonych rzeczy tym chętniej będą je jadły zamiast potraw niesolonych. Pamiętajcie dzieci mają delikatne naczynia krwionośne i mniej krwi od nas. Sól powoduje wzrost ciśnienia krwi i zwiększenie ilości płynów w organizmie i obrzęki. Sód powoduje większe wydalanie wapnia i magnezu z moczem, czyli osłabia kości i układ nerwowy. Jakby tego było mało, sód i inne sole mineralne obciążają te małe nerki, co może w przyszłości powodować choroby. Idziecie z maluchem do Chińczyka? Zamówcie dla niego michę ryżu, umyjcie rączki i niech sobie skubie. Równie dobrze możecie ten ciepły ryż wymieszać z zupką ze słoiczka i jest obiad!

Mięso – kebab, hamburger, oprócz tego, że nie mamy pewności skąd pochodzi to mięso, jakiej jest jakości, czy przed obróbką było na pewno świeże (a może kupione po przecenie bo mijał termin ważności). Intensywny smak i aromat uzyskuje się poprzez dodanie dużych ilości soli i przypraw często z dodatkiem glutaminianu sodu. Alternatywa? Domowe duszone mięso w bułce ze świeżymi warzywami.

Frytki -niektórzy rodzice jeżeli już zamierzają kupić sobie i dziecku frytki to wybierają najbardziej znanego fast food-a na świecie w kolorach czerwono-żółtych. Czemu? Bo słyszeli o wysokich standardach i świeżości produktów. ,,Sam proces produkcji frytek jest bardzo zaawansowany technologicznie. Najpierw ziemniak musi zamienić się w idealne słupki, później następuje obróbka. Przygotowane frytki mieszane są m.in. z olejem rzepakowym, słonecznikowym, uwodornionym olejem sojowym, substancjami smakowymi, kwasem cytrynowym, pirofosforanem sodu i olejem roślinnym do smażenia, który jest mieszanką aż 7 składników. Po całym tym skomplikowanym procesie frytki są mrożone i i transportowane do placówek McDonald’s w całym kraju. W restauracjach frytki smażone są po raz drugi w mieszance oleju podobnej do fabrycznej.” Cytat pochodzi z artykułu wPolityce.pl. Włos mi się zjeżył na głowie jak weszłam na tą stronę http://dobrametoda.com/ARTYKULY/artykuly-frytki.htm. To ja już wolę domowe ziemniaczki pieczone w piekarniku, które bez obaw zje cała moja rodzina.

Coca-cola itp. to ponad 10 g cukru w 100 ml, czyli ponad około 6 łyżeczek na szklankę (sprawdziłam na wadze kuchennej…). Kwas fosforowy, regulator kwasowości drażnią śluzówkę żołądka, niszczą szkliwo. Kofeina i cukier pobudzają, powodują u dzieci problemy z koncentracją, agresywność, bezsenność. Cola bez cukru zawiera słodzik aspartam, który według badaczy powoduje aż 92 skutki uboczne, w tym nadwrażliwość i guzy mózgu…

Ja jestem BARDZO samolubną (po tym względem 🙂  mamą. Kocham je najmocniej na świecie i właśnie dlatego nie daję ,,gryza”. Będą starsze to same może sięgną po fast-fooda ale teraz to ja decyduję.

 

Zapisz się na mój newsletter!

Twój mail jest u mnie bezpieczny. Wysyłając swoje dane wyrażasz zgodę na przetwarzanie swoich danych osobowych przez Zuzannę Kłos (kontakt@dietetykasmyka.pl) do wysyłki newslettera. W każdej chwili możesz cofnąć zgodę.

Tak, chcę!